FANDOM


FN - 2187 ściągnął poplamiony krwią hełm, wystawiając na powietrze swoją czarnoskórą, spoconą twarz. Ciężko było mu złapać oddech, gdy wszystkie mięśnie w jego ciele wydawały się krzyczeć w strachu i dezorientacji. Szturmowiec Najwyższego Porządku przeżył dziesiątki symulacji bojowych oraz wieloletni, rygorystyczny trening, niemal nigdy nie wytwarzając choćby kropli potu. Teraz lało się z niego tak, że mógłby użyźnić ziemię na położonym niedaleko Jakku.

Powód jego zmęczenia na pierwszy rzut oka mógł wydawać się dziwny. Gdy wylądowali na Jakku pod dowództwem samego Kylo Rena, spodziewali się znacznie większego oporu niż ten który zastali. Straty po stronie Porządku były minimalne. Walka trwała minuty. Zmęczenie jakie czuł FN - 2187 nie było jednak fizyczne.

To nie tak miało wyglądać. Najwyższy Porządek....oni, jego szturmowcy, mieli być czymś lepszym. FN - 2003, ten którego krew gościła na hełmie mężczyzny, zginął...po co? By mogli potem wybić bezbronną wioskę?

FN - 2187 wziął kolejny głęboki oddech. Chociaż był już na pokładzie okrętu "Finalizer", ten obraz...te krzyki....to wszystko nadal odbijało się echem w jego głowie. To była masakra bezbronnych cywili. Nie do tego ich przygotowywano, mieli przynosić tym ludziom stabilność a nie śmierć!

To nie była wojna. To była rzeź.

Szturmowiec czuł, że zaraz nie wytrzyma. Żołądek podchodził mu do gardła.

- FN - 2187. - odezwał się nagle głoss zza pleców mężczyzny. FN - 2187 połknął głośniej ślinę i natychmiast stanął na baczność. Póki co stał do swojego rozmówcy plecami. Nie chciał stanąc twarzą w twarz z Kapitanem. - Oddasz swój blaster do inspekcji.

- T..tak jest, Kapitanie. - odpowiedział FN.

- I kto Ci pozwolił ściągać hełm? - spytał ponownie głos.

- Przepraszam, Kapitanie. - odpowiedział natychmiast mężczyzna.

- Zgłoś się do mojej kajuty, natychmiast. - nakazał Kapitan.

FN - 2187 odwrócił się, by zobaczyć jak jego dowódca idzie w kierunku swojej kajuty.

Czerwona zbroja Kapitana Kardynała jeszcze nigdy nie robiła na nim takiego wrażenia, jak dzisiaj.



FN - 2187 szedł przez krytarz Fianlizera mając na głowie wyczyszczony już hełm. Jego kroki były miałkie, niepewne. Wiele rzeczy mogło się teraz wydarzyć. Najprostszą była po prostu śmierć. W strukturach Najwyższego Porządku posłuszeństwo było priorytetem. Wszyscy o tym wiedzieli, on też o tym wiedział. A mimo to jako jedyny się zawahał. Jako jedyny nie strzelił do bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci.

FN - 2187 zatrzymał się na rozwidleniu. I chociaż tego nie wiedział, losy Galaktyki momentalnie spoczęły na jego barkach. W zależności od tego który kierunek wybierze, życie trylionów istnień spotka inny los.

Jeśli pójdzie w prawo, uda się do kajuty Kardynała. Zapoczątkuje ciąg zdarzeń, który może zakończyć się dla niego tragicznie....Jednak Najwyższy Porządek Snoke'a pozostanie tym, czym jest teraz. Moc nie sięgnie złomiarki z Jakku. Miliony pionków, rozrzuconych po całej Galaktyce, nie poruszą się dalej, niż pozwala im plansza.

Jeśli pójdzie w lewo, trafi do pilota, którego złapali na pustynnej planecie. Być może zdoła przekonać strażnika, że ten powinien przekazać mu więźnia. Być może zdołają razem ukraść TIE- Fightera. Być może rozpoczną wspólnie zmianę, jakiej Galaktyka nie widziała od czasów śmierci Imperatora Palpatine'a.

FN - 2187 pokręcił głową, nie rozumiejąc swojego wahania.

Skręcił w prawo.



- Kapitanie. - powiedział FN - 2187, wchodząc do kajuty Kardynała.

Ubrany w czerwoną zbroję Szturmowiec nie otaczał się przepychem, chociaż ze względu na swoją pozycję, jak najbardziej mógł. Jego pokój był jednak wyjątkowo skromny - jedna prycza, surowe, metalowe ściany, niewielki stolik. To były jedyne rzeczy jakie szczególnie rzucały się Szturmowcowi w oczy.

- Teraz możecie ściągnąć hełm. - powiedział siedzący na łóżku Kardynał.

FN - 2187 wykonał polecenie. Wszystkie mięśnie na jego twarzy wciąż drgały. Nadal się bał.

- To jest dobry moment żeby zacząć się tłumaczyć. - powiedział Kapitan.

Szturmowiec jednak milczał.

- Zapomnieliście języka w gębie, żołnierzu? - spytał Kardynał, wstając.

- U..uczono mnie że od nieposłuszeństwa nie ma tłumaczeń. - powiedział FN- 2187.

Kardynał zaśmiał się cicho. Dobrze pamiętał jak wpajał swoim podopiecznym tą lekcję.

- Byliście świetnym żołnierzem, FN- 2187 - powiedział Kardynał, krążąc dookoła przerażonego podopiecznego. - Wybitne osiągnięcia w symulacjach bojowych. Wzór dla pozostałych Szturmowców, będący na równi z Kapłanem. Materiał na bohatera.

- D...dziękuję, Sir. - odpowiedział FN - 2187. Jego ciężki oddech niemal odbijał się echem po całej kajucie.

- Odpowiedzcie mi tylko na jedno pytanie. - rzekł Kardynał, zatrzymując się za plecami. - Dlaczego?

FN- 2187 wziął głęboki wdech i zamknął oczy. Był pewien że to już koniec.

- Nie po to nas szkolono. - powiedział na jednym wdechu. - Mieliśmy ocalić mieszkańców Galaktyki, nie ich mordować!

Szturmowiec opuścił głowę. Czas zwolnił, a FN - 2187 słyszał, jak buty Kardynała uderzają o posadzkę kajuty. Jak Kapitan zbliża się do niego. Przez głowę Szturmowca przeszły tysiące myśli. W pewnym momencie zastanawiał się, że Kardynał zabije go poprzez poderżnięcie gardła - tak jak podobno niegdyś zrobił z Kapitan Phasmą?

Nic się jednak nie wydarzyło. Śmierć nie nadeszła. Zamiast tego Kapitan pacnął FN - 2187 w tył głowy.

Tak jak często robił z małymi, niesfornymi kadetami.

- Ja...ja...jajajaja...ja..ee..- FN - 2187 brzmieniem swojego głosu przypominał droida któremu przepaliły się systemy, niż człowieka z krwi i kości.

- Jesteś dobrym człowiekiem, FN - 2187. - powiedział Kardynał, wzdychając i mijając szturmowca. - Kiedyś przez to zginiesz.

- Jajja...n...nie rozumiem, Sir. - odpowiedział mężczyzna, wciąż zszokowany.

- Nie myślałeś chyba że Cię zabiję? - spytał Kardynał. Wydawał się być szczerze zraniony zaistnieniem takiej sugestii.

FN - 2187 połknął głośno ślinę.

- Gdybyś strzelił swoich braciom w plecy, to już zupełnie inna historia. - powiedział Kardynał, siadając na łóżku i machając na całą sytuację ręką. - Żołnierz który ma sumienie...Hutt by się nie uśmiał. Nie zrozum mnie źle, nadal byłeś nieposłuszny i spotkają Cię...konsekwencje. Jednak...- w tym momencie Kardynał mlasnął, jak gdyby nie wiedząc jak "ugryźć" ten temat.- Masz rację.

- Hę? - spytał FN.

- Nie dziwcie się, nawet żołnierzom zdarza się czasem powiedzieć coś mądrego. - kontynuował Kapitan. - I żeby bylo jasne, NIE kwestionuję rozkazów Kylo Rena, ani żadnego z naszych przełożonych. Jednak nawet Mistrz Zakonu Ren nie jest nieomylny. Najwyższy Porządek nie może od tak przelewać krew niewinnych. Nie może powtarzać błędów Imperium.

- Al..ale...- kontynuował FN - 2187.

- Aleee jeśli ktoś będzie pytał...- kontynuował Kardynał. -  To spędziłeś czas w tej kajucie na słuchaniu gróźb śmierci oraz doświadczaniu kilku brutalnych ciosów, zrozumieliśmy się?



Moc zadrżała. Bezgłośny krzyk rozniósł się po wszystkich aspektach rzeczywistości, przechodząc przez każdą żywą istotę i przedmiot. Niemal nikt jednak tego nie zauważył, nie wyczuł. Ci którzy jednak to zrobili, nie umieli do końca pojąć co się wydarzyło.

Miał nastać balans, machina przeznaczenia miała ruszyć w ruch. Miało dojść do Przebudzenia Mocy. Zamiast tego, doszło do czegoś zupełnie innego. To nie było przebudzenie, bardziej...cios zadany kosmicznej energii? Zawrócenie Mocy?

Jej nawrócenie?

Gwardia Pretoriańska natychmiast ruszyła przed siebie, gdy ujrzała jak ich Pan spada ze swojego tronu. Snoke podniósł jednak dłoń, nakazując im stać w miejscu. Z niemałym trudem podniósł się, zanurzając swój umysł w Mocy. Próbując zrozumieć, czego stał się świadkiem.

Luke Skywalker, choć odcięty od Mocy, mógł zobaczyć jak reaguje jego otoczenie. Ahch-To dosłownie zadrżało. Potężne światło i potężna ciemność - obydwie siły wydawaly się rzucać na wszystkie strony, niczym dzikie zwierzę, które nagle znalazło się w obcym dla siebie środowisku. Były Mistrz Jedi skrzywił się niepewnie. Nigdy niczego takiego nie widział.

Kylo Ren, Leia Organa i dziesiątki innych istnień w Galaktyce również to poczuły, chociaż nie w tak wielkim stopniu.

To było wydarzenie które nigdy wcześniej nie miało miejsca, bo i miejsca mieć nie mogło. To co się działo, nie miała prawa zaistnieć. A jednak przeznaczenie zostało...pokonane. Prosta, ludzka determinacja, wydarzenie które nie powinno mieć najmniejszego znaczenia, przekreśliło plany Mocy. Szereg wydarzeń, które miały doprowadzić zbuntowanego szutrmowca do złomiarki z Jakku, które miały zainicjować kolejne zmiany i zatrzymać ofensywę Ciemnej Strony...wszystko to przepadło.

Życie jednak dalej trwało. Machina zwana czasem nadal była w ruchu. Trzeba było działać.

Moc potrzebowała nowego naczynia. Kogoś innego, kto byłby w stanie wprowadzić chociaż część jej woli w życie.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.