FANDOM


Biała flaga

Herb zakonu Krzyżowców stosowany od początku Wielkiej Wojny Galaktycznej (3681 BBY)

Zostaliśmy zrodzeni ze słabości, jako siła, która oprze się każdemu zagrożeniu. Dla dobra Republiki, dla dobra wszystkiego co żyje w galaktyce, nie cofniemy się przed niczym! A jeśli w obronie życia sami będziemy musieli złożyć swoje na ołtarzu, będzie to cena jaką zapłacimy z dumą!
— Otto von Kerpen Wielki Mistrz Zakonu Krzyżowców w czasie wojny z Triumwiaratem Sithów (3953 BBY)

Krzyżowcy - Zakon powstały w okresie schyłkowym Wojen Mandaloriańskich, pierwotnie złożony z rycerzy Jedi, którzy odrzucili nauki swojej pierwotnej organizacji i postanowili utworzyć własną, która podobnie jak Jedi miała stać na straży i dążyć do pokoju w galaktyce, lecz nie w sposób preferowany przez Jedi, Republikę, a w późniejszym czasie, także Sithów. Przez wzgląd na swoją nazwę, Krzyżowcy często myleni są z Rycerzami Krzyżowcami, którzy walczyli u boku Revana w czasie Wojen Mandaloriańskich i w istocie praktycznie każdy z pierwszych Krzyżowców walczył u boku tego rycerza w czasie wspominanych już wojen, jednak w odróżnieniu od pozostałych Jedi, ci nie przeszli na ciemną stronę mocy, ani też nie powrócili do zakonu Jedi, dostrzegając zarówno dekadencję swej macierzystej grupy, jak i upadek tych, którzy zaczynali powoli dopatrywać się w Revanie czegoś co śmiało można było nazwać istotą boską.

Przez większość czasu swego istnienia Krzyżowcy działali w cieniu, balansując na skraju światła i ciemności, odrzuceni zarówno przez Republikę, a co za tym idzie ideały Zakonu Jedi, jak i przez tyranię rządów Sithów. Przez obie strony postrzegani jako zagrożenie dla swego istnienia, Krzyżowcy z czasem stali się mistrzami działania zza kulis, oraz krycia się ze swymi prawdziwymi intencjami, a także z prawdziwym potencjałem zdolności jakie posiadali. Nierzadko wykorzystywali oni te zdolności infiltrując środowiska obu stron konfliktu w najróżniejszych celach. Oprócz tego, Krzyżowcy mając mnóstwo czasu i środków jakie pozyskiwali od obu stron mogli badać niuanse mocy i zgłębiać jej tajniki, dzięki czemu weszli oni w posiadanie wachlarza całkowicie unikalnych dla siebie zdolności, a nawet stworzyli własne style walki mieczem świetlnym i nie tylko. Z czasem zakon wykształcił własne doktryny i światopogląd, w którym utwierdzała go każda wojna między Jedi a Sithami.

Historia

Już kiedy porzucili swoje cele w świątyniach, chwycili za broń i rzucili się w wir Wojen Mandaloriańskich, Krzyżowcy doskonale wiedzieli, że wkraczają na ścieżkę, z której nie będzie już powrotu. To właśnie w czasie tych wojen miało narodzić się też określenie, które z czasem zostało zaadaptowane przez ugrupowanie "Rycerze Krzyżowcy". Krzyżowcy nie wyróżniali się w tamtym okresie, jak wszyscy pozostali walczyli pod wodzą Revana korzystając ze swych mocy, aby chronić lud Republiki przed Mandalorianami. Już wtedy zaczynali oni dostrzegać dwie rzeczy: uległość adeptów mocy wobec ciemnej strony, jaka pochłaniała coraz liczniejszych Jedi z każdą bitwą w jakiej brali udział, oraz niezdolność wojsk Republiki do samodzielnego stawiania czoła wszelkiej maści zagrożeniom.

Kiedy Wojny Mandaloriańskie dobiegły końca, Revan wraz ze swym uczniem zniknęli, a zakon praktycznie wyrzekł się swych członków, którzy postanowili stanąć w obronie pokoju, którego utrzymywanie i ochrona miały być naczelnymi pryncypałami Jedi, wielu rycerzy poczuło się zdradzonymi i porzuconymi zarówno przez wielką radę jak i samego Revana. Pozbawieni przewodnika, rycerze rozlali się po galaktyce, jedni stając się samozwańczymi obrońcami sprawiedliwości i stróżami prawa, podczas gdy inni woleli skryć się w cieniu oddając się medytacji i nauką tajników mocy. Jednak niezależnie od tego jakie były intencje wygnańców, wszyscy oni odczuli na sobie piętno wojny, które z czasem zaczęło ściągać ich ku ciemnej stronie mocy. Wielka Rada zbyt późno zorientowała się w sytuacji, duma i chęć ukarania nieposłuszeństwa nie pozwoliła mistrzom na dostrzeżenie zagrożenia jakim było puszczenie tak wielu Jedi w galaktyce samopas.

W tym czasie Krzyżowcy, doszli do bardzo prostego wniosku, główną przyczyną wybuchu wojen Mandaloriańskich i konieczności udziału Jedi w tym konflikcie była słabość samej Republiki. Jedna na kilkadziesiąt planet tego państwa dysponowała własną armią, a z tych kilkudziesięciu ponownie jedna na kilka miała tą armię dość rozwiniętą, aby w razie potrzeby móc stanąć w obronie innych planet. Nie było więc niczym dziwnym, że kiedy Republika musiała stoczyć wojnę z niezwykle zmilitaryzowanym i brutalnym ludem jakim byli Mandalorianie, wojska republiki nie miały najmniejszych szans na wygraną, bez wsparcia Jedi, a nawet dysponując ich mocami, starcia były niezwykle krwawe i wielu rycerzy straciło w nich życie.

Krzyżowcy zdecydowali więc, że nie chcą mieć nic wspólnego ze słabością Republiki i udali się na poszukiwania świata, na powierzchni którego będą mogli czuć się bezpieczni. Oczywiście Krzyżowcy zdawali sobie doskonale sprawę z faktu, że chociaż rada zakonu nie kiwnęła palcem aby ratować republikę, może być aż nazbyt nadgorliwa w ściganiu potencjalnych heretyków, zwłaszcza kiedy przyszło do ścigania tych, którzy jawnie odrzucali filozofię zakonu. Posiłkując się więc informacjami zdobytymi od przemytników Krzyżowcy znaleźli w końcu, nieobecną na oficjalnych mapach galaktyki, planetę dzisiaj zwaną Urushalim, na której wznieśli swój pierwszy Monaster. Planeta była niezwykle trudnym światem, praktycznie całkowicie pokrytym przez piaskowe pustynie, gdzie jedynymi obszarami zdatnymi do życia, były nieliczne pasma górskie, oferujące nieco niższą temperaturę, oraz umożliwiające uprawę roli. Krzyżowcy błyskawicznie poradzili sobie z przemytnikami i handlarzami niewolników, czyniąc z wyzwolonych przez siebie ludzi obywateli Urushalim, którą to zamierzali skolonizować. Co ciekawe nieświadomy swego formowania się zakon, nie miał wielkich problemów z ustanowieniem kolonii, oraz drastycznym zwiększeniem populacji swej planety, ponieważ większość niewolników była ściągana z podmiejskich sektorów planet takich jak Taris, dla których życie w promieniach słońca było największym marzeniem.

W czasie kiedy Krzyżowcy byli zajęci tropieniem i niszczeniem potężnej siatki handlarzy niewolników, których "towar" miał dać podwaliny pod budowę pierwszej kwatery głównej zakonu, niedbalstwo ze strony rady Jedi zaczęło przynosić rezultaty na które nie trzeba było zresztą długo czekać. Ci nieliczni spośród Jedi którym pozwolono na powrót do zakonu w gargantuicznej większości zdradzało niepokojące objawy, które swoją pełną skalę ukazały kiedy Revan oraz Malak powrócili do znanej części galaktyki, lecz już nie jako rycerze Jedi, ale lordowie Sith. Niewielu Jedi nie rozpaliło czerwonych kling na wezwanie Dartha Revana, niewielu oparło się zakusom ciemnej strony i kiedy Rada Jedi zrozumiała swój błąd, pierwsze krążowniki Imperium Revana już szturmowały kolejne światy Republiki, która wyczerpana po pierwszej wojnie, nie miała szans na nawiązanie równej walki z drugą siłą, która była równie potężna, jeśli nie potężniejsza od poprzedniej. Tym razem nawet ze wsparciem Jedi i Wielkiej Rady Zakonu, nic nie było w stanie zatrzymać pochodu ciemnej strony. Paradoksalnie remedium okazał się być sam Revan, który następnie ochraniał Republikę przez ponad 300 lat przed gniewem Imperatora Vitiate, chociaż o tym ostatnim nikt nie miał pojęcia aż do powrotu Imperium Sithów i rozpoczęcia Wielkiej Wojny Galaktycznej.

W czasach wojny z Revanem i Malakiem Krzyżowcy postanowili pozostać w swej izolacji. Utworzyli oni wówczas pierwsze doktryny swojej organizacji, oraz zaczęli zastanawiać się nad metodami prowadzenia swoich działań, które miały później okazać się fatalnie chybione.

Wojna z Triumwiratem Sithów (3955 - 3952 BBY)

W czasach poprzedzających powstanie Triumwiratu Sithów, Zakon Jedi był stanowczo za słaby, żeby móc otwarcie przeciwstawić się Krzyżowcom. Wyczerpani po wojnach z Mandalorianami i Imperium Revana Jedi byli stanowczo za mali w liczbie i wpływach, by przeciwstawić się grupie kilkudziesięciu rycerzy, w której nie brakowało także mistrzów, która to grupa ze względu na swoje doświadczenie niezwykle skutecznie radziła sobie z eliminacją mrocznych Jedi, resztek Imperium, oraz bandami Mandalorian. Jak zawsze jednak miało to drugie dno, Krzyżowcy wielokrotnie woleli brać mrocznych Jedi żywcem i przemianowywać ich na swoich uczniów, ponieważ Krzyżowcy zdążyli już wytrenować sobie własne wojska złożone z wyzwolonych niewolników, mogli bez trudu przejmować zapasy i wojska upadłego Imperium, a ponieważ nigdy nie uchybiali się od walki i stawali do boju z przeciwnikiem twarzą w twarz, zaskarbili sobie szacunek Mandalorian.

Krzyżowcy nazwali w tamtym czasie swoją organizację Kustodią Republiki i jawnie wspierali swoimi działaniami wojska Republiki, pomagając przywracać ład i porządek na planetach, szybko stając się jedną z najbardziej wpływowych i szanowanych organizacji państwa. Aby jeszcze bardziej odciąć się od Jedi Krzyżowcy zaczęli stale nosić się w pancerzach bojowych, co miało symbolizować ich stałą gotowość do walki w obronie Republiki i jej ludu. Krzyżowcy lubili także korzystać z blasterów i vibro-mieczy, dzięki czemu ludy galaktyki postrzegały ich jako mniej mistycznych, odciętych od rzeczywistości, wyidealizowanych mnichów, a bardziej jako obrońców, którzy rozumieli zwykłych żołnierzy ich potrzeby i zdolności i byli gotowi stanąć do walki u ich boku. A kiedy wojsko stanęło po stronie Krzyżowców, cała Republika stanęła po ich stronie.

Był to bardzo mroczny okres dla Zakonu Jedi, Krzyżowcy także dołożyli swoje do oczernienia wizerunku Jedi po wojnie, gdyż rozumieli oni błędy zakonu i nie bali się wytykać ich na forum publicznym. W rezultacie kolejni Jedi zaczęli opuszczać zakon, a dołączać do Krzyżowców, którzy z odrzucenia ideałów Jedi, a przyjęcia ich w poczet świty rycerskiej Kustodii robili wydarzenia publiczne, nierzadko emitowane na całą galaktykę. Rzecz jasna nie było mowy, aby przy takim rozgłosie i popularności utrzymać istnienie Urushalim w tajemnicy i już wkrótce na planetę zaczęli zlatywać się kolejni senatorowie i inni wpływowi ludzie. Pozornie niemożliwa do zamieszkania planeta stała się jednym z centrów życia galaktyki. Krzyżowcy urośli w pewność siebie, dumę i pychę, co o mało nie kosztowało ich istnienia swojej organizacji.

Kiedy Triumwirat Sithów uderzył na Republikę, Krzyżowcy nie zawahali się nawet na sekundę, ruszyli do wojny z nowym zagrożeniem, walcząc i oddając życia za Republikę, której ślubowali bronić. Przez krótki okres czasu Krzyżowcy okazali się być godnym przeciwnikiem dla Sithów. Wojska Triumwiaratu nie były w stanie sprostać zawziętości Krzyżowców i ich sił na polu walki, to właśnie na początku tej wojny miejsce miały największe i najkrwawsze bitwy naziemne i lądowe tej wojny. Krzyżowcy dzielnie stawiali czoła zagrożeniu, lecz nie mieli oni szans w walce z trzema lordami Sith, z których każdy miał za sobą moc tak wielką, że mógł samodzielnie pokonać cały zakon. Ostatnia szansa na zwycięstwo Krzyżowców w wojnie zniknęła kiedy Darth Nihilus dosłownie pożarł całe życie na Urushalim zmieniając planetę w martwą skorupę i pomnik największe porażki Krzyżowców.

Ci nieliczni spośród zakonu, którzy dostrzegli jak beznadziejne są ich szanse na przetrwanie rozproszyli się po galaktyce i zniknęli. Ponieważ Zakon Jedi praktycznie nie istniał w owym okresie, a nawet wysoko usytuowani przedstawiciele republiki mają raczej znikome pojęcie o mocy, widok martwych ciał Krzyżowców był dla nich dostatecznym dowodem na to, że zakon został unicestwiony. Podobnie było zresztą z Sithami, którzy po zniszczeniu kwatery głównej Krzyżowców całkowicie zignorowali zniknięcie kilku z nich, będąc przekonanymi że formacja została rozbita na dobre.

Ten kubeł zimnej wody wylanej na głowę, był jednak doskonałą nauczką dla Krzyżowców, którzy w tamtym czasie zaczęli swe pierwsze kroki w kierunku życia w cieniu.

Okres Międzywojenny (3949 - 3682 BBY)

Po tym jak Wygnana zdołała pokonać mistrzów Triumwiratu, Krzyżowcy postanowili nie ujawniać się ponownie galaktyce, a zamiast tego znaleźli sobie nowy świat, zwany obecnie Krak, na którym ustanowili swoją kwaterę główną, która zresztą pełniła tę rolę aż do 15 BBY i to na nim zaczęli powoli odbudowywać swoją potęgę, ponownie zdobywając populację dzięki wyzwalaniu niewolników i zabieraniu ich na swój świat. Ponieważ Zakon Jedi odbudowywał się w tym okresie znacznie szybciej i był znacznie bardziej skory do rozprawiania się z ewentualnymi rywalami, Krzyżowcy zaczęli uczyć się działania w ukryciu swoich niegdysiejszych braci i sióstr, zyskując stanowiska w senacie i wpływając na samych senatorów. Krzyżowcy uczyli się sztuki persfazji, przekonywania, stając się mistrzami subtelnej manipulacji umysłami, która delikatnie oddziaływała na podświadomość, do tego stopnia, że gdy Jedi próbował użyć mocy na swoim celu, aby skłonić go do zmiany decyzji, albo wykonania jakiegoś działania, cele były dosłownie odporne.

Te techniki miały być też masowo używane przez Krzyżowców w czasie szkolenia ich uczniów, zwykłych żołnierzy nie uzdolnionych w posługiwaniu się mocą, ale także przy przeciąganiu Jedi i Sithów na swoją stronę. Po doświadczeniach ostatniej wojny, Republika była znacznie bardziej skora do przyjęcia postawy militarystycznej, nie był to co prawda bezpośredni cel Krzyżowców, lecz tego typu rozwiązanie było dla nich lepsze niż żadne. Celem Krzyżowców było bowiem sprawienie, aby każdy świat w galaktyce był niezależny od pozostałych, zarówno ekonomicznie jak i militarnie, potężny skok w przeznaczaniu środków na zbrojeniówkę dał co prawda Krzyżowcom wielkie pole do popisu, tworzyli oni fabryki droidów bojowych, uzbrajali populacje całych planet, wszystko to jednak było robione w ramach tworzenia nowej armii Republiki. Przeczuwając także, że zagrożenie ze strony Sithów wcale nie dobiegło końca, zakon położył podwaliny pod formacje, które w czasie Wielkiej Wojny Galaktycznej stały się jednostkami specjalnymi przeznaczonymi specjalnie do walki z Sithami.

Kilkaset lat to jednak mnóstwo czasu, Krzyżowcy zdążyli w tym czasie nie tylko odbudować, ale też znacznie zwiększyć liczbę swych braci i sióstr jacy mogli w razie potrzeby stanąć z mieczami w dłoniach w obronie zakonu. W tamtym czasie Republika nie prowadziła jeszcze dokładnego spisu wszystkich dzieci obdarzonych mocą dla Zakonu Jedi, więc Krzyżowcy mieli dość ułatwione zadanie w pozyskiwaniu nowych rekrutów. Tacy rekruci byli szkoleni w dziedzinach takich jak taktyka, obsługa broni, szkolono ich także w zagadnieniach ekonomicznych, oraz co najważniejsze w ukrywaniu swego pochodzenia, prawdziwej tożsamości i istnienia zakonu. Takie osoby pojawiały się potem na różnych planetach, stając się reformatorami i wielkimi przywódcami planet, którzy znacznie wzmagali ich rozwój i co najważniejsze, zwiększali niezależność planet oraz ich potencjał militarny.

Oczywiście Krzyżowcy nie działali całkiem altruistycznie, mieli wszakże kilkanaście dekad, w czasie których mogli na lewo wyprowadzać z kontrolowanych przez siebie światów i z republikańskiej zbrojeniówki wiele egzemplarzy wszelkiej maści sprzętów. Krzyżowcy już wtedy kombinowali też z infiltracją szeregów Zakonu Jedi. W ten sposób zyskali wiedzę o wielu światach, które następnie wymazano z oficjalnych zapisów archiwów świątyni, a same światy stały się nowymi monasterami zakonu, które ukryte przed wzrokiem Jedi i Republiki pozwoliły zakonowi na bezpieczne wdrażanie swych planów w życie.

Z czasem działania Krzyżowców przykuły uwagę Senatu i Jedi. Konkretnie chodziło tutaj rzecz jasna, o zapędy militarystyczne różnych władców planet. Krzyżowcy nie przewidzieli, że Republika uzna chęć zwiększenia obronności światów, za gromadzenie wojska na zbrojnie wystąpienie przeciwko władzy Senatu. Był to trudny okres dla Krzyżowców, kiedy musieli być niezwykle ostrożni, aby przypadkiem swoimi działaniami, które miały na celu wyłącznie ochronę ludów galaktyki przed zagrożeniami, nie doprowadzić do wybuchu wojny domowej i to z powodu sprawy, która nie była prawdą, ale łatwo mogła się nią stać z powodu nacisków senatorów. W istocie mieszkańcy planet polubili swoją niezależność i bezpieczeństwo, podobnie jak polubili możliwość jawnego przeciwstawienia się naciskom ze strony Senatu, który nie mógł zagrozić planetom żadną formą blokady, gdyż te były w większości samowystarczalne i co ważniejsze, skore do pomocy sobie nawzajem.

Szczęściem w nieszczęściu był tutaj fakt, że Krzyżowcy mieli rację i nim musieli stawać do walki z rycerzami Jedi, Sithowie postanowili wbić się w galaktykę ze swoimi siłami inwazyjnymi krwawo mszcząc się za rzezi jaki dokonali na nich Jedi i Republika lata temu.

Wielka Wojna Galaktyczna: Powrót Imperium Sithów (3681 - 3636 BBY)

Na wstępie zaznaczam, że według Krzyżowców, Wielka Wojna Galaktyczna, nie zakończyła się wraz z traktatem na Coruscant, lecz trwała aż do upadku Wiecznego Imperium Valkoriona.

Krzyżowcy ani myśleli pchać się między młot jakim było Imperium, a kowadło jakim w tym wypadku była Republika. Nauczeni już doświadczeniem, że ujawnianie się może ściągnąć na nich nie tylko gniew ze strony Sithów, ale także Republiki i Jedi. Gdzie senatorzy zapewne wystraszyliby się faktu, że znaczna część militarystów należała bezpośrednio do zakonu lub była z nim mocno powiązana, a praktycznie każdy z nich miał przynajmniej jednego szpiega w swoim najbliższym otoczeniu. Podobnie zakon Jedi z pewnością nie byłby uradowany na myśl, że w galaktyce oprócz nich i Sithów czai się jeszcze zakon, który nie tylko balansuje na granicy światła i ciemności; co w ich oczach czyniło go niezwykle podatnym; ale także zakon ten zagrzał swoje, raczej ciepłe miejsce w historii Republiki i mógł obecnie stawać z Jedi w szranki o tytuł strażników pokoju.

Czasy Wielkiej Wojny Galaktycznej to dla Krzyżowców okres największej gry w chowanego przed całą galaktyką, techniki infiltracji wszelkiej maści środowisk jakich agenci zakonu wyuczyli się w czasie tej wojny, ustanowiło fundament ich przetrwania na kolejne tysiąclecia. Krzyżowcy wdzierali się w szeregi każdej instytucji do jakiej tylko mogli się dostać, ich agentów można było odnaleźć wśród żołnierzy wojsk zarówno Republiki jak i Imperium, wywiady obu stron także nie był wolny od ich wpływów, jednakże największym osiągnięciem zakonu było dostanie się w szeregi Sithów i Jedi, gdzie paradoksalnie ci pierwsi, pomimo całej paranoi i brutalności jaką przejawiali, byli o wiele łatwiejsi do zinfiltrowania. Do zakonu Jedi, Krzyżowcom udało się przeniknąć dopiero po ataku Sithów na Coruscant, gdzie straty w członkach zakonu były tak wielkie, że przestano przejmować się wiekiem kandydatów. Agenci Krzyżowców musieli wręcz perfekcyjnie udawać nieznajomość posługiwania się mieczem świetlnym, musieli także odciąć się od mocy i stopniowo ujawniać swą prawdziwą potęgę.

Paradoksalnie wojna była niezwykle pomocna w wykonywaniu tego typu zadań, w razie przyłapania któregoś z agentów, zawsze można było zwalić winę na Imperium Sithów, podobnie zresztą robiono w odwrotnym kierunku. Nierzadko adepci infiltrujący jedną stronę, zdawali raporty agentom infiltrującym drugą stronę konfliktu i dopiero ci przekazywali informację dalej, czasem raporty przechodziły też przez ręce trzeciego informatora, który na przykład szpiegował środowiska przemytników, łowców nagród, albo nawet mandalorian, dzięki czemu w razie wtopy Krzyżowcy pozostawali poza zasięgiem podejrzeń. Lata wojny pozwoliły Krzyżowcom na opracowanie setek, jeśli nie tysięcy metod odwracania uwagi od siebie i zrzucania podejrzeń na inne grupy. Nawet w czasie ataku rycerzy Upadłego Imperium i przebudzenia Valkoriona, Krzyżowcy pozostawali nieuchwytni.

Głównym atutem Krzyżowców była tutaj ich bierność. Zamiast rzucać się do walki, Krzyżowcy postanowili spokojnie poczekać z ujawnieniem swego istnienia galaktyce, przynajmniej do momentu, w którym mieliby oni pewność, że Republika nie ma już żadnych szans na przetrwanie. Wtedy i tylko wtedy zamierzali wystąpić oni oficjalnie przeciwko Imperium Sithów. Plądrowanie Coruscant było momentem, kiedy Krzyżowcy planowali otwarte przystąpienie do wojny ich armady były praktycznie gotowe aby zaatakować skupione wyłącznie na ofensywie Imperium Sithów, ostatecznie jednak Traktat Coruscant sprawił, że Krzyżowcy zaniechali swych planów.

Tutaj dochodzimy do momentu, w którym warto zadać sobie pytanie, w jaki sposób Krzyżowcy, wpływając na setki systemów w całej galaktyce, sprawiając, że systemy te stały się jednymi z najlepiej bronionych w galaktyce, tworząc gigantyczną jak na swoje czasy armie; która samodzielnie mogłaby podjąć skuteczną walkę z Imperium Sithów i to pomimo posiadania tylko garstki planet; zdołali nie angażować się w wojnę i odpowiedź jest tutaj banalnie prosta... nie zdołali. Przez swoją gotowość do walki, wiele planet kontrolowanych przez Krzyżowców stało się punktami strategicznymi, które nierzadko były atakowane przez Imperium, wiele z tych światów zostało też przez Sithów zniszczone inne zostały doprowadzone do ruiny gospodarczej, której odbudowa miała zająć całe pokolenia, światy Krzyżowców miały bowiem być samowystarczalne, a nie wyduszane z ostatniego zdolnego do noszenia broni obywatela, jak robiła to Republika. Przez pewien okres czasu wojska Krzyżowców stanowiły trzon sił Republiki.

Tutaj nasuwa się więc kolejne pytanie, co do cholery Krzyżowcy rozumieli przez "oficjalne wystąpienie przeciwko Imperium"? Tutaj zaczyna się wątek światów Monasterów. Otóż Krzyżowcy przez wszystkie lata przygotowania do wojny, wybrali sobie kilkanaście planet, które ukryli przed wzrokiem galaktyki. Planety te musiały dysponować bardzo konkretnym zestawem cech. Po pierwsze, musiały być pozornie niemożliwe do osiedlenia się na stałe, najlepiej żeby już w czasie swej egzystencji w bazach danych Republiki miały status martwych i śmiertelnie niebezpiecznych. Po drugie musiały znajdować się na nich bogate złoża i zasoby, które pozwoliłyby na postawienie na nich fabryk broni i innych kompleksów, oraz co ważniejsze, elektrowni, posiadanie tych dwóch z poziomem rozwoju technologicznego, pozwalało na praktycznie nieprzerwany rozwój. Po trzecie, planeta musiała być położona daleko od popularnie uczęszczanych szlaków. Zadanie było rzecz jasna niezwykle trudne, ale Krzyżowcy odnaleźli wiele tego typu planet, z których kilkanaście przerobiono na kwatery ich zakonu. To w tamtym okresie doszło też do rozbicia Krzyżowców na pomniejsze organizacje o różnej specjalizacji.

Na tych planetach stawiano fabryki, farmy, monastery, słowem wszystko czego Krzyżowcy potrzebowali. Populację takich planet stanowili przedstawiciele różnych gatunków wyzwalani z łap wszelkiej maści handlarzy niewolników, a czasem także porywani całymi rodzinami przez samych Krzyżowców. Aby mieć pewność, że osoby porywane przez Krzyżowców szybko się zasymilują i nie będą próbowali uciekać, wybierano do tych celów wyselekcjonowane osoby, znajdowane w dolnych partiach wysoko rozwiniętych planet takich jak chociażby Coruscant. Aby ułatwić sobie asymilację, a także ujednolicić potrzeby populacji, skupiano się głównie na gatunkach typowo ludzkich, takich jak właśnie ludzie, twi'leki i inne rasy, których dieta, lata życia, oraz zdolności fizyczne nie odstawały zbytnio od siebie. Krzyżowcy mieli więc trzysta lat na rozwinięcie populacji takich światów, postawienie na nich fabryk, osiedli i wszystkiego czego tylko potrzebowali. Wszystko to w połączeniu z potężnym dofinansowaniem ze strony Republiki pozwoliło Krzyżowcom na stworzenie ukrytej armii, która mogła w każdej chwili stanąć do walki za Republikę.

Podsumowując, Krzyżowcy mieli w tamtym okresie dwie armie, gdzie pierwszą stanowiły wojska ze światów kontrolowanych za kulisami, która była co prawda większa, ale za to z reguły mniej wyszkolona i nieco gorzej wyposażona i drugą na swoich światach głównych, którą stanowili "ludzie" od dziecka wychowywani w duchu ideałów zakonu. Co ciekawe Krzyżowcy byli w stanie wysyłać drugi typ wojsk na dowolną planetę swej strefy wpływów, albo jako wsparcie dla wojsk już walczących na froncie, a wszystko to dzięki standaryzacji. Siły Krzyżowców niezależnie od tego czy kontrolowane przez agentów czy nie, dysponowały tym samym ekwipunkiem, więc jedyne co wystarczyło zrobić to przemalować uniformy, aby wojska Krzyżowców mogły walczyć u boku swych wasali. Sprawę komunikacji rozwiązywał tutaj galaktyczny wspólny, chociaż Krzyżowcy posiadają własną mowę, którą znają wszyscy mieszkańcy ich planet i agenci. Już sama bariera językowa często była wystarczającym sposobem na uniemożliwienie rozszyfrowania pism Krzyżowców, kiedy doszło do ich przechwycenia. Fakt że język ma też własne symbole, a pisma zawsze były szyfrowane, jeszcze bardziej utrudniało jakąkolwiek próbę zrozumienia co jest napisane w raportach. Więc kiedy mowa o otwartym przystąpieniu Krzyżowców do wojny, chodzi o pełne zaangażowanie wojsk ich Monasterów, które członkowie zakonu osobiście poprowadzą do walki.

Wielka Wojna Galaktyczna: Powrót Revana (3638 BBY)

Ten okres w historii był niezwykle trudny dla zakonu, z jednej strony zakonowi niezwykle zależało na tym, aby nadal zachować swoją neutralność i pozostać w ukryciu, z drugiej strony do wojny wzywał ich człowiek, dzięki któremu zakon w ogóle powstał. Mistrzowie zakonu długo debatowali nad tym co powinni zrobić i ostatecznie doszli do wniosku, że zrobią to co robili dotychczas. Revan otrzymał potężne wsparcie ze strony zakonu w postaci wiernych Krzyżowcom Mandalorian, a także pomoc ich zaplecza technologicznego, głównie fabryk i magazynów, agenci działający w szeregach obu stron zadbali natomiast o to, aby Revan nie musiał martwić się o stały napływ nowych rekrutów. Ostatecznie u boku Revana stanęli zarówno Jedi jak i Sithowie, oraz armie obu stron, wyposażone i zaopatrzone w broń trzeciej frakcji, o której najprawdopodobniej nie wiedział nawet sam Revan.

Zakon utwierdził się w przekonaniu, że dokonał dobrego wyboru w swych postępowaniach, kiedy zarówno Republika jak i Sithowie zwrócili się przeciwko niemu i wspólnymi siłami stanęli do walki z nowym, przerażającym ich zagrożeniem. Revan został pokonany, chociaż nie można było powiedzieć, że dokonano tego tanim kosztem. Wsparcie Krzyżowców okazało się być bardziej znaczące niż sądził sam zakon, od ognia ich blasterów zginęło wielu żołnierzy, tak Republiki jak i Sithów, oraz przedstawicieli obu zakonów. Krzyżowcy uzdolnieni w mocy jacy w czasie finałowej bitwy stali u boku Revana walczyli do samego końca, skrajny fanatyzm jaki wywołała u nich obecność twórcy zakonu był tak wielki, że nawet kiedy Revan został pokonany, oni wciąż walczyli w jego imieniu, żadną mocą nie dając się wziąć żywcem. Niezwiązani z mocą adepci zakonu także w zdecydowanej większości woleli oddać swe życia, widząc w tym honorową i chwalebną śmierć.

Ocalała garstka agentów zdołała wykraść ciało Revana i zabrać je do jednego z Monasterów. Krzyżowcy uznali jednak, że nie będą ryzykować wpadnięcia ciała twórcy zakonu w ręce wroga, utworzyli więc specjalną, mobilną, niezwykle obwarowaną, latającą świątynie, która umieszczona w pustce kosmosu, miała z czasem stać się miejscem pochówku największych bohaterów zakonu. Oddelegowano też specjalny oddział zakonników do protekcji owego miejsca, w którego skład wchodzą obecnie przedstawiciele wszystkich zakonów, a praktycznie każdy szkolący się na rycerza przedstawiciel zakonu, musi chociaż raz odbyć swoją służbę na pokładzie światyni. To w tamtym okresie w zakonie uformował się także termin osoby świętej, czyli takiej, która wniosła coś niezwykłego do historii zakonu, uchroniła go przed zagrożeniem, bądź w jakiś sposób rozwinęła. Po Revanie tym tytułem uhonorowano wielu Krzyżowców epoki, głównie architektów Monasterów, bądź generałów armii.

W czasie przebudzenia Revana, dzięki jego notatkom, nagraniom głosowym, oraz innym naukom, zakon zaczął znacznie bardziej szanować osoby nieuzdolnione w mocy, które dotychczas były uważane za niegodne zaufania i otrzymywania wysokich rang w szeregach zakonu. Zakon stworzył więc specjalną gałąź wymogów, podobną do tych jakie muszą spełniać osoby uzdolnione we władaniu mocą, tyle, że nieco mniej wyśrubowaną, co pozwoliło osobom nie posiadającym mocy na zajmowanie wysokich stanowisk w siłach zakonu. Testy uproszczono na polu fizycznym, na przykład nie wymagano od osoby umiejętności wykonania skoku na kilka metrów wzwyż, pozostawiono jednak ich trudności względem psychiki, taktycznego myślenia i innych aspektów związanych z dowodzeniem armią i zarządzaniem państwem. Osoby takie otrzymywały też dostęp do nauk mistrzów na temat tego czym jest moc. Lepsze zrozumienie problemów normalnego człowieka, pozwoliło Krzyżowcom na prowadzenie mniej wyidealizowanej, ale bardziej sprzyjającej ludziom polityki ekonomicznej i społecznej, co z kolei zaowocowało większym wzrostem populacji i zadowoleniem społecznym na ich światach, a co za tym idzie, większą skutecznością żołnierzy w walce i większą wydajnością pracowników fabryk.

Skok wierności obywateli planet Monasterów i morale wojska okazał się być kluczowy w nadchodzących latach, bo oto planety Krzyżowców miały zostać poddane swojej pierwszej i najbardziej morderczej próbie w historii.

Wielka Wojna Galaktyczna: Powrót Vitiate (3637 - 3636) BBY

Kiedy Imperium Valkoriona uderzyło w galaktykę z ukrycia, Krzyżowcy dotychczas pewni swych zdolności w kryciu się przed resztą galaktyki, musieli mocno zmienić opinię na temat swoich umiejętności. Jeśli był jakiś moment, w którym wojska Krzyżowców powinny ruszyć do otwartej walki w obronie Republiki to z pewnością była to właśnie ta chwila. Jedynym problemem było to, że podobnie jak Republika i Imperium Sith, tak i Krzyżowcy znaleźli się pod ostrzałem wojsk Valkoriona. Na swoje szczęście, Krzyżowcy wyciągnęli dobrą lekcję z doświadczeń nabytych na wszystkich frontach, wszystkich wojen, w jakich dotychczas uczestniczyli. Praktycznie każda istotna dla którejś ze stron planeta, dysponowała własną, mniejszą lub większą flotą, stacjonującą na orbicie, która chroniła jej powierzchnię przed zagrożeniami, jednak kiedy już flota obronna została rozbita, w zdecydowanej większości planety te były skazane na łaskę napastników. Żadna planeta, nawet stolica danej frakcji nie była przygotowana na oblężenie, żadna planeta nie była gotowa na podjęcie się z przeciwnikiem wojny na wyczerpanie. Żadna z frakcji nie potrafiła więc odpowiednio podejść do prowadzenia takiej wojny i w razie ataku poniosłaby ogromne straty, często nie z powodu gorszego uzbrojenia, ale zwykłej nieumiejętności radzenia sobie z sytuacją.

Krzyżowcy wyszli z założenia, że skoro Imperium Sithów i Republika nie potrafią poradzić sobie na tego typu frontach, to żadna inna frakcja też nie będzie potrafiła. Przekuli oni więc swoje planety i osiedla na nich w niemożliwe do zdobycia fortece, gdzie każde, nawet najmniejsze miasto miało własny generator pola siłowego, zdolny wytrzymać bombardowanie z orbity. Jednocześnie powierzchnia planety dawała możliwość postawienia na niej znacznie potężniejszych i stabilniejszych, a przez to celniejszych baterii, które mogły odpowiedzieć ogniem na każdą próbę ostrzelania miast z orbity, a przez kaliber jakim dysponował tego typu miasta, nie było mowy o tym, by jakakolwiek armada dała radę wygrać bezpośrednie starcie z miastem. Trzeba było więc atakować planety na powierzchni, co także wcale nie było łatwe, bo nawet jeśli żołnierze zdołaliby się podkopać pod polem siłowym, albo po prostu przez nie przeszli, nadal musieliby dostać się do wnętrza miast, co ponownie graniczyło z cudem, ponieważ większość miast Krzyżowców była nie budowana, lecz wykuwana w głebi skał. Proste wkopywanie się w skałę było tutaj równie problematyczne co próby szturmowania wejść, bo wszelkie prace górnicze mogły zostać łatwo wykrte i niezależnie od tego, czy przeciwnik planował umieścić w skale ładunki wybuchowe, czy też wkopać się do środka, szybko spotkałby się z niemiłą odpowiedzią obrońców.

Imperium Valkoriona popełniło jeszcze większy błąd, atakując wszystkie światy Krzyżowców na raz. Chociaż siły Valkoriona zdołały uporać się z armadami Krzyżowców, których okręty były tworzone podobnie do ich miast, szturmowanie samych twierdz z reguły kończyło się rzezią tak krwawą, że żołnierze jakich Imperium wysłało do walki na owe planety, woleli zdezerterować i narażać się na gniew Imperatora, aniżeli walczyć pod murami Krzyżowców, bo uciekając mieli większe szanse na przeżycie. Valkorion zastanawiał się nawet nad osobistą interwencją i "osuszeniem" planet z wszelkiego życia. Ten plan został jednak ostatecznie powstrzymany przez najbardziej typowy dla użytkownika ciemnej strony mocy sposób, jakim była jego śmierć. Krzyżowcy przez długi czas zastanawiali się jak to możliwe, że Imperator znał lokalizację wszystkich ich twierdz, dopiero kiedy dotarły do nich raporty mówiące o tym z jak gigantyczną potęgą mieli do czynienia, zrozumieli że ich przetrwanie było cudem.

Na szczęście dla Krzyżowców, Valkorion kreował się na dobrotliwego Imperatora, który w życiu nie posłałby swoich ludzi na pewną śmierć do walki z frakcją, o której galaktyka nawet nie wiedziała. Wszystkie szczegóły kampanii zostały więc utajnione, a Krzyżowcy ze swoimi wpływami zadbali o to, aby raporty odnośnie dziwnie wysokich strat w pewnych rejonach galaktyki, zostały szybko zgubione, bądź zapomniane, zarówno przez Republikę jak i Imperium. Jedyną częścią zakonu, jaka w owym okresie zdołała uniknąć wykrycia, byli strażnicy grobu Revana, dzięki którym światy zachowały zresztą stałą łączność ze sobą. Praktycznie wszystkie światy wasali zostały zniszczone przez wojska Imperatora, z nielicznymi tylko agentami, którzy powrócili na światy Monastery, kształcić przyszłe pokolenia agnetów wysłanych w przestrzeń galaktyki.

Wojna z tym nowym zagrożeniem była jednak kolejną lekcją dla Krzyżowców, lekcją aby niczego nie brać za pewnik i zawsze spodziewać się uderzenia, nawet jeśli wydaje się ono praktycznie niemożliwe. Na szczęście doktryna militarna Krzyżowców perfekcyjnie zdała swój egzamin i utwierdziła ich w przekonaniu, jak powinni teraz zacząć tworzyć swoje systemy obronne.

Dalsze losy Krzyżowców (3635 - 2001 BBY)

Po serii apokaliptycznych wojen jakie targały całą galaktyką, Krzyżowcy powrócili do prowadzenia swoich standardowych działań w ramach misji "usamodzielniania" światów galaktyki. Krzyżowcy ponownie infiltrowali środowiska wszelkiej maści planet, ponownie starając się tworzyć na nich wszelkiej maści siły policyjne, a także uniezależniać planety, tak aby były one samowystarczalne. Często wybierali oni jakąś planetę, która radziła sobie ekonomicznie najlepiej, bądź miała najbardziej sprzyjające warunki, by następnie wykorzystać jej potencjał do uczynienia samodzielnymi planet w pobliżu. Niestety wiązało się to z konsekwencjami politycznymi, planety w okolicy takiego świata często stawały się mu podległe i Krzyżowcy musieli pilnować aby człowiek umieszczony na czele świata centralnego, wywiązywał się ze swoich obowiązków. Nierzadko kończyło się to tym, że to właśnie Krzyżowiec stawał na czele takiej planety, ponieważ żaden zwyczajny władca nie był w stanie oprzeć się pokusie tworzenia jakiejś formy imperium.

Tutaj warto wspomnieć, że Krzyżowcy którzy jako pierwsi założyli zakon pochodzili z Alderaanu, nie trudno się więc domyśleć jakiemu ustrojowi politycznemu hołdowali i tak okręgi planetarne jakie tworzyli często zyskiwały nazwę hrabstw, lub księstw, bardzo rzadko królestw, z reguły te ostatnie nie były zarządzane bezpośrednio przez Krzyżowców. Niestety ta samodzielność, często było dostrzegana przez Republikę, głównie w czasach kiedy Sithowie, lub dowolna inna grupa zyskiwała władzę i zamierzała zwrócić się przeciwko Republice. Wówczas światy Krzyżowców, jako że były samodzielne i dysponowały siłami policyjnymi, które potrafiły sobie poradzić z konfliktami wewnętrznymi bez pomocy rycerzy Jedi, a przy okazji nierzadko dbały o bezpieczeństwo całej swojej okolicy, były dla Republiki idealnym miejscem do poszukiwania rekrutów, a ich fabryki broni były rozbudowywane tak, aby zaspokoić potrzeby państwa.

Krzyżowcy za pomocą swoich infiltratorów wielokrotnie próbowali wtłuc senatorom do łbów, że osuszanie planet z ich naturalnych dóbr i populacji w celu zaspokojenia potrzeb machiny wojennej nie byłoby potrzebne, gdyby z łaski swojej zadbali oni o to, aby każda planeta w Republice umiała radzić sobie ze swoimi wewnętrznymi problemami, jednak większość senatorów uważała to za zbędne, ponieważ przecież zawsze jakiś okręg planetarny się znalazł. To, że takie okręgi często stawały się punktami strategicznymi, a w rezultacie albo były niszczone ekonomicznie, albo społecznie, albo dosłownie poprzez atak zmasowanych wojsk przeciwnika, na który Republika nie potrafiła poprawnie zareagować; a Krzyżowcy mieli związane ręce, bo pojawienie się nagle armady okrętów wojennych, które rozniosłyby flotę przeciwnika, raczej ciężko będzie wyjaśnić; już Republiki nie obchodziło. No, przynajmniej dopóki jeden z Krzyżowców się nie zbuntował i nie wykorzystał całego zaplecza technologicznego do walki przeciwko Republice, wtedy z kolei Republika zaczęła mieć problemy z każdym, kto tworzył na swoim podwórku większą armię, przy czym przez większą rozumiano taką, która ledwo starczała do obrony własnego terenu.

Ostatecznie wszystkie wysiłki Krzyżowców okazały się być syzyfową pracą, metodycznie niszczoną przez Republikę, albo Sithów i Jedi. Przez tysiąclecia konfliktów tych frakcji, Krzyżowcy urośli w nienawiści do Republiki i Jedi, do tego stopnia, że gdyby nie znali od podszewki i na wielu przykładach okrucieństwa jakimi wykazują się Sithowie, wielokrotnie stanęliby pod ich sztandarem. Z czasem Krzyżowcy zaczęli więc zmieniać taktykę, działając zza kulis zwiększali zagrożenie w jakimś sektorze, dając tym samym pretekst senatorom do podniesienia norm bezpieczeństwa. Nierzadko doprowadzali oni w ten sposób do sytuacji, kiedy na ulicach dochodziło do otwartej wojny i agenci Krzyżowców musieli dbać o to, aby Jedi nie byli remedium. Dopiero kiedy senator został zabity, albo ocierał się o śmierć, docierało do niego, że wyższe standardy bezpieczeństwa jednak są potrzebne. Takie akcje były jednak niezwykle niebezpieczne i trudne do przeprowadzenia, przez co Krzyżowcy byli zmuszeni do kontynuowania swej pracy przy budowie okręgów planetarnych."

To właśnie na krwawicy nielicznej grupy światów Krzyżowców powstał pierwszy "tysiąc lat spokoju i dobrobytu Republiki", ponieważ cały wysiłek związany z utrzymaniem spokoju w galaktyce został zrzucony właśnie na Krzyżowców, których okręgi planetarne wystarczały aby zaspokoić potrzeby wielkiego państwa do jakiego należały. Miało się to jednak zmienić wraz z początkiem Nowych Wojen Sithów.

Nowe Wojny Sithów (2000 - 1000 BBY)

Kiedy Darth Ruin rozpoczął swoją wielką kampanie mającą na celu odtworzenie Imperium Sithów, oraz podbicie Republiki, ta ponownie zwróciła swój wzrok na światy należące do Krzyżowców. Ponieważ okres tysiąclecia wojen jaki miał nastać faktycznie był poprzedzony latami względnego spokoju, Krzyżowcy zdołali nieco podreperować swój potencjał militarny, był to też pierwszy raz kiedy Krzyżowcy powiedzieli Republice "nie". Ich poddani płacili swoją krwią za spokój w galaktyce przez ostatni tysiąc lat, często oddając życia w głupi sposób, ponieważ rządzący nimi oficerowie zewnętrzni nie byli w stanie skutecznie zarządzać armią, która była szkolona do prowadzenia zupełnie innej wojny, niż sugerowały to podręczniki taktyczne. Republika rzecz jasna spróbowała zareagować na to agresją, lecz wtedy po raz pierwszy od lat Republika uzmysłowiła sobie jak słaba była i że nie dysponowała siłami, którymi mogłaby zmusić planety należące do Krzyżowców, do posłuszeństwa.

Zakon nie mógł uwierzyć w to co widzi i jak sprawnie mogą działać senatorzy oraz Jedi, kiedy na ich gardłach pojawi się czerwona klinga zakonu Sithów. Krzyżowcy poważnie rozważali wówczas dołączenie do Ruina i jego sił, aby najpierw powalić Republikę na kolana, a dopiero później rozwiązać problem związany z nim i zacząć prawdziwą reformację. Plany te zostały na szczęście dla Republiki porzucone wraz z postępującą militaryzacją Republiki i widocznym zaangażowaniem Senatu w poprawę stanu obronności państwa, chociaż Krzyżowcy doskonale wiedzieli, że jedynym powodem dla którego te zmiany rzeczywiście mają miejsce był fakt, że na dobrą sprawę to rycerze Jedi kontrolowali rząd i to do tego stopnia, że wówczas byli wybierani na kanclerzy.

Krzyżowcy postanowili wspomóc Republikę ten jeden i chociaż sami o tym nie wiedzieli, ostatni raz. Okręgi planetarne wystawiły swoje armie, planety Monastery użyczyły potęgi swoich armad aby armie te mogły swobodnie podróżować po galaktyce, tym razem jednak Krzyżowcy mieli pełną i całkowitą kontrolę nad swoimi siłami. Pozwoliło to zakonowi na prowadzenie szeroko zakrojonych kampanii mających na celu pokonanie Nowego Zakonu Sithów. Historia lubi wspominać o wielkich walecznych szarżach na szańce Sithów, lubi też wspominać o potężnych starciach Sithów i Jedi, gdzie ci drudzy sami nie zauważyli, że wzmianki o ich zakonie pojawiają się na dwa razy większej ilości frontów niż powinny i chyba jedynym momentem kiedy historia faktycznie wspomina o udziale Krzyżowców, przynajmniej w skali globalnej była bitwa o Malrev IV, gdzie należący do zakonu Krzyżowców prawdziwi Mandalorianie stanęli do walki u boku Jedi, aby zatrzymać pochód Czarnych Rycerzy.

Kiedy Republika naucza o Mrocznej Erze mówi o jedynie ostatnim stuleciu kiedy to Jedi dumnie stawali na czele całych światów, aby zatrzymać skorumpowane do szpiku kości rządy, przed wyzyskiem obywateli. Wielokrotnie w takich opowieściach przewijają się historie o tym, jak przez niemożność utrzymania holonetu trzeba było przekazywać wiadomości za pomocą kurierów. Opowiada się o walce Jedi i Republiki z wszelkiej maści watażkami, resztkami sił Sithów, oraz wszelkiej maści innymi zagrożeniami. Krzyżowcy natomiast doskonale wiedzą, że Republika była totalnie nieprzygotowana do wojny i gdyby nie ich bezpośrednie zaangażowanie, przez które zakon wielokrotnie narażał się na wykrycie, Republika nie nauczałaby o stuleciu, ale o przynajmniej siedmiu stuleciach mroku.

W tym okresie pojawiło się wśród Krzyżowców powiedzenie, że "Jedi są mistrzami w dumnym stawianiu czoła problemom, które sami stworzyli". Kiedy rycerze Jedi byli zajęci robieniem właśnie tego, czyli dumnej walce z zakonem Sithów, na którego powstanie sami pozwolili przez swoje niedbalstwo, Krzyżowcy latali po całej galaktyce starając się utrzymać w niej ład i porządek. Przez praktycznie cały okres tej wojny z wyłączeniem ostatniego stulecia, Republika nie musiała martwić się o utrzymywanie porządku w innych regionach galaktyki niż te, w których Sithowie pojawiali się bezpośrednio. Po prawie dziewięciuset latach stania na straży porządku zasoby Krzyżowców w końcu się jednak wyczerpały, stracili oni masę okrętów, pieniędzy, nie wspominając już o dobrych żołnierzach, którzy złożyli swe życia na ołtarzu wojny. Krzyżowcy mieli dość, nawet gdyby chcieli, nie byli już w stanie utrzymać swoich posterunków i musieli ustąpić pola. Zakon wycofał się do swoich twierdz i okręgów planetarnych, których większość i tak już nie istniała w tamtym okresie, gdyż została zniszczona w ten czy inny sposób.

Co prawda Krzyżowcy na każdym świecie na jakim się znaleźli formowali jakieś formy milicji czy też policji, która miała za zadanie stawać w obronie jej mieszkańców, jeśli planeta miała swoje siły policyjne, to Krzyżowcy dawali takiej sile niezbędne przeszkolenie i modernizację, prędzej czy później zawsze prowadziło to jednak do skrajności. Albo siły policyjne były za słabe i z czasem ulegały skorumpowaniu, bądź były niszczone, albo za bardzo rosły w siłę i ich dowódcy sami stawali się watażkami, którzy rozpoczynali własne podboje innych światów.

Czarną kartą historii były tutaj działania Societas Draconistarum, najbardziej przerażającego spośród odłamów Krzyżowców, którego członkowie byli wyspecjalizowani w odbieraniu życia tym, którzy za bardzo zbliżyli się do poznania prawdy o istnieniu zakonu. Co prawda Krzyżowcy pilnowali aby rejestry w ich okrętach nie wspominały nawet jednym znakiem kodu o położeniu ich światów, okręty i pancerze Krzyżowców fabrycznie nie miały żadnych oznaczeń, a żołnierze ich armii byli szkoleni w posługiwaniu się mową planet, z jakich mieli rzekomo pochodzić, ale przy takich ilościach posłanych na front, było praktycznie niemożliwym, żeby ktoś się nie wygadał. Ilość ludzi, nieludzi, żołnierzy ich własnej armii, czasem także przedstawicieli zakonu, ale także Jedi i Sithów jacy zaczęli węszyć wokół wojsk Krzyżowców była tak zatrważająca, że Drakoniści napisali na podstawie swoich działań kilkanaście podręczników o tym jak należy rozpoznawać i eliminować swoje cele, przy okazji wypuszczając serie poradników instruktażowych jak pokonać w walce Jedi oraz Sitha.

Krzyżowcy wycofali się z galaktyki na prawie sto lat, liżąc rany, odbudowując swoje światy i szykując się do ponownego uderzenia w bandy wszelkiej maści organizacji ciemiężących ludy galaktyki. Jeszcze wtedy nie wiedzieli, że wkrótce wojna dobiegnie końca a oni sami dostaną potężne wsparcie logistyczne, nie było to jednak wsparcie, którego chcieli.

Reformacja Ruusan (1000 - 23 BBY)

Krzyżowcy od samego początku byli przeciwnikami reform jakie zaproponowano po Nowych Wojnach Sithów, prawdopodobnie, gdyby wiedzieli oni jak daleko Jedi posuną się w przekonywaniu Senatu, że są strażnikami pokoju, a nie armią jaka podbije Republikę sami uderzyliby na galaktykę żeby im zapobiec. Co prawda Krzyżowcy wielokrotnie wściekali się na Republikę i zakon Jedi, ponieważ ci bardzo lubili korzystać z zasobów gromadzonych przez Krzyżowców i wykorzystywać je w swoich konfliktach, ale przynajmniej była to armia, która broniła Republiki przed zagrożeniami. Co więcej, Krzyżowcy wciąż posiadali dużą kontrolę nad taką armią, ponieważ wielu jej oficerów należało do zakonu. Kompletne rozwiązanie sił Republiki i demilitaryzacja, były dla Krzyżowców katastrofą i to z co najmniej kilku powodów.

Chyba tylko Krzyżowcy zdawali sobie sprawę z tego, jak wielu weteranów takiej armii, którzy spędzili w niej całe życie i nadają się tylko do walki, znajdzie swoje pole bitwy niezależnie od tego co mówią Jedi i niezależnie od tego, czy Republika będzie tego chciała czy nie. Krzyżowcy zrobili co mogli, przechwytując zwłaszcza byłych członków jednostek specjalnych, bo ci stwarzali największe zagrożenie, każdy Hutt chciał mieć do swej dyspozycji takich najemników, Krzyżowcy kilkukrotnie wysyłali swoje wojska do walki, aby mimo wszystko żaden Hutt takich żołnierzy nie dostał. Tego typu weterani byli też bardzo pomocni dla Krzyżowców, gdyż pomagali udoskonalić techniki szkoleniowe Krzyżowców, a ponieważ wojsko czuło się zdradzone i pokrzywdzone faktem, że Republika postanowiła się ich pozbyć, agitatorzy zakonu nie mieli problemu z pozyskaniem weteranów do swoich szeregów.

Istnienie okręgów planetarnych bardzo pomogło Krzyżowcom, gdyż wielu rekrutów Armii Republiki pochodziło właśnie z tych planet. Tacy rekruci odpowiednio zmanipulowani ściągali na planety innych rekrutów, co znacznie ograniczało zagrożenia, związane z puszczeniem takich ludzi samopas. Zastrzyk w ludziach i sprzęcie jaki został wyciągnięty na lewo przez Krzyżowców ze złomowisk, na które masowo oddawano sprzęt Republiki, pozwolił na ustanowienie dziesięciu okręgów planetarnych, które znajdowały się pod całkowitą kontrolą Krzyżowców, a które istnieją aż do dnia dzisiejszego i przetrwały nawet Wojny Klonów, oraz czasy Imperium Galaktycznego.

Niestety, Krzyżowcy musieli zaangażować także całkiem spore ilości zdobytych i własnych środków na prowadzenie szeroko zakrojonych działań sabotażowych i ofensywnych, wymierzonych w Huttów i inne środowiska, które podobnie jak zakon zdołali zdobyć potężne zaplecze technologiczne. Prawie wszystkie walki rozegrały się jednak na terytorium kontrolowanym przez Huttów, a ci nie mogli przecież poskarżyć się Republice, że ktoś niszczy jej sprzęt, który sami jej ukradli, przez co Jedi i Republika, niespecjalnie przejęły się tymi wydarzeniami, chociaż uchroniło to państwo przed otwartą wojną. Takich działań, które miały na celu ratować Republikę były setki w ciągu pierwszej dekady od czasu wprowadzenia reform i tysiące na przestrzeni kolejnych lat. Krzyżowcy obiecali sobie wówczas, że jeśli Jedi i Republika, jeszcze raz wywołają jakąś wojnę przez swoją głupotę nie dostaną żadnego wsparcia od Krzyżowców.

Oczywiście pomimo akcji przeprowadzonych przez Krzyżowców, które ostatecznie rozrosły się do takich rozmiarów, że zakon przyznał im miano Krucjaty Huttowskiej, nie wszystko udało się ogarnąć, ogromna ilość zaopatrzenia wliczając w to nie tylko broń i pancerze, ale także myśliwce, a nawet okręty wojenne, po prostu wyparowała. Przełożyło się to na ogromny skok zgonów wśród rycerzy Jedi i było prawdziwym powodem wprowadzenia standaryzacji i obowiązkowych badań genetycznych, wśród populacji różnych planet. Na swoje szczęście kiedy próbowano już wprowadzić standaryzację, Krzyżowcy kontrolowali już swoje okręgi do tego stopnia, że byli w stanie skutecznie ograniczyć ilość wrażliwych na moc dzieci, jaka była posyłana do zakonu Jedi.

Wojny Klonów (22 - 19 BBY)

W czasie wybuchu Wojen Klonów Krzyżowcy zrobili coś, czego raczej nikt by się po nich nie spodziewał. Zgodnie z obietnicą, agenci ukryci w zakonie Jedi wyparowali, czasem pozorując swoją śmierć, a czasem udając się na misje, z których już nie powrócili. Należący do zakonu senatorowie zadeklarowali tylko neutralność w konflikcie i zamknęli się w swoich okręgac planetarnych, grzecznie odmawiając dołączenia do jednej z dwóch frakcji, a jeśli nie dało się rozwiązać sprawy w sposób pokojowy to strzelali oni do każdego kto wleciał na ich terytorium. Krzyżowcy celowo zaczęli gromadzić wokół siebie swoich stałych i zaufanych sojuszników, takich jak chociażby Prawdziwi Mandalorianie, zaczęli także celowo destabilizować różne regiony galaktyki, zwłaszcza takie, które były w dużym stopniu zaludnione, ale nieistotne dla wojny. Generowało to protesty, zarówno po stronie Republiki jak i Separatystów, nawołujące do zaprzestania walk i skupienia się na swoich obywatelach. To ostatnie przyniosło jednak ciekawy efekt, ponieważ Separatyści w istocie posłuchali swych ludów i wysłali do ich ochrony armie droidów, przez co propaganda była skuteczne tylko w Republice.

Krzyżowcy jednak jawnie szykowali się do wojny. Nie obchodziło ich kto wygra ten konflikt, patrząc na jego skalę dało się łatwo zauważyć, że każda ze stron będzie wyczerpana i nie będzie miała najmniejszych szans na zwycięstwo w starciu z armadami Krzyżowców, którzy tym razem zamierzali przystąpić do otwartej wojny z kimkolwiek kto okaże się być zwycięzcą w konflikcie. Być może gdyby Krzyżowcy nie porzucili zakonu Jedi i uważnie przyglądali się wydarzeniom w senacie, zauważyliby machinacje wokół kanclerza i w porę dostrzegli jego prawdziwe intencje oraz poznali tożsamość mężczyzny, wszakże byli oni mistrzami w grze jaką prowadził Palpatine.

Udział Krzyżowców w wojnach klonów był znikomy, ponieważ Republika w tej wojnie korzystała z niewolniczej armii klonów, przeciwko której użytkowaniu Krzyżowcy jawnie zresztą występowali widząc w tym jedną z najgorszych form wyzysku. Armia ta nie musiała też pozyskiwać rekrutów w całej galaktyce, podobnie zresztą jak nie musiała polegać na fabrykach nie należących do korporacji. Rzecz jasna taki stan rzeczy mocno zaniepokoił Krzyżowców, którzy pomimo dziesiątek analiz nijak nie mogli dojść do tego, skąd Republika bierze fundusze na wojnę, mocno martwiło ich także tajemnicze pochodzenie klonów, nie wspominając już o dawcy genów, które stały się podwalinami budowy całej armii. Republika wystawiała w tej wojnie do walki setki tysięcy jeśli nie miliony prawdziwych mandalorian, Krzyżowcy doskonale widzieli spisek, nie potrafili jednak dość skutecznie połączyć faktów, do czasu. Pod koniec wojny Krzyżowcy byli już praktycznie pewni kto jest przyczyną całej wojny, chcieli natychmiast ruszyć z armadą na Coruscant, osobiście wyeliminować Kanclerza i co ważniejsze uratować zakon Jedi. było już jednak za późno i nim członkowie zakonu zorientowali się porządnie w sytuacji 501'szy już maszerował na świątynie Jedi.

Czasy Imperium Galaktycznego miały być prawdziwym testem dla zakonu, pierwszy raz od kilku tysięcy lat Sithowie zwrócili swą uwagę bezpośrednio na Krzyżowców, tym razem byli oni jednak znacznie lepiej przygotowani do walki niż za czasów Triumwiratu Sithów.

Wojna z Imperium Galaktycznym (19 BBY - 4 ABY)

Kiedy ogłoszono powstanie Imperium Galaktycznego Krzyżowcy zrozumieli swój błąd, przeciwnik który miał wyjść osłabiony po wojnie, pozorował walkę korzystając z dobrodziejstw obu stron. Powstałe na Republice Imperium wcale nie było osłabione, a wręcz przeciwnie, Palpatine zadbał o to, aby pod koniec wojny mieć jeszcze więcej okrętów i wojska niż kiedy tą wojnę zaczynał. Cel Krzyżowców pozostawał jednak niezmienny, ich zakon powstał aby uczynić Republikę odporną na tego właśnie typu zagrania, powstanie Imperium Galaktycznego było zmazą na honorze zakonu i znakiem porażki, której Krzyżowcy nie zamierzali tolerować. Co prawda pokonanie Imperium Galaktycznego w otwartej konfrontacji wydawało się być niemożliwe, zwłaszcza patrząc na środki i zaplecze jakimi dysponowały obie strony, jednak Krzyżowcy byli wyposażeni i przygotowani na wojnę, jakiej żadna armia galaktyki jeszcze nigdy nie prowadziła. Wojna na wyczerpanie jaką Krzyżowcy wypowiedzieli Imperium okazała się być znacznie dłuższa, trudniejsza i upokarzająca, niż ktokolwiek mógł to sobie wyobrażać.

W trakcie tego konfliktu, nie było zagrania, taktyki, albo metody jakiej użycie nie było dozwolone. Sithowie najpewniej po raz pierwszy od początku swej egzystencji przekonali się jak to jest podjąć się walki z przeciwnikiem, który podobnie jak oni nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć zwycięstwo. Krzyżowcy nie byli rycerzami Jedi, nie musieli trzymać się sztywnych zasad kodeksów, nie musieli udawać, że są dobrzy, nie podążali za pełnymi hipokryzji dogmatami moralności i udawanego ascetyzmu, byli wojownikami, którzy ślubowali bronić istnienie Republiki, a teraz kiedy im ją zabrano, zamierzali sięgnąć po krwawą zemstę nie przebierając w środkach.

W czasie tego konfliktu Imperium było zmuszone do prowadzenia wojen na setkach frontów jednocześnie, zmaganiem się z dziesiątkami tysięcy mniejszych i większych zagrożeń i atakami od strony, jakiej nigdy by się owego ataku nie spodziewało. Tępo jakie narzucili Krzyżowcy, napięcia jakie spowodowali, stres jaki wywarli na kadrze dowódczej Imperium były tak wielkie, że wielu czołowych oficerów Imperium nabawiło się przez nich uprzedzeń, obrzydziło sobie mnóstwo aspektów życia i dorobiło się skłonności paranoicznych, oczywiście zakładając, że wcześniej nie strzelili sobie oni w łeb, albo nie zostali zamordowanie przez lorda Vadera. Wojna z Krzyżowcami była dla Imperium Galaktycznego jego pierwszą i największą próbą. Podobnie zresztą dla Krzyżowców, był to test ich prawdziwych zdolności i potęgi potencjału destrukcyjnego jakim dysponowali i jaki budowali przez te wszystkie lata.

Krzyżowcy zaangażowali w wojnę z Imperium wszystkie dostępne siły i środki, płacąc za to ogromną cenę. W trakcie największych kampanii tej wojny obie strony traciły setki okrętów i chociaż z reguły to Imperium ponosiło większe straty w ludziach i sprzęcie, Krzyżowcy znacznie mocniej odczuwali na sobie utratę kolejnych terytoriów. Ich działania przyniosły jednak oczekiwany skutek. Potężne zaangażowanie sił Imperium było także obciążeniem gospodarczy, z którym bez zwiększania podatków i wyzysku nie można było sobie poradzić. Prowadzona przez Krzyżowców wojna propagandowa sprawiła z kolei, że ludzie nie obawiali się zbrojnego powstania przeciwko Imperium, a przynajmniej nie w takim stopniu jak powinni. Na pewnym etapie Krzyżowcy byli nawet o krok od zgładzenia samego Imperatora, wywołując strach u samego Palpatina i uczucie to miało go prześladować aż do ostatnich chwil jego istnienia.

Nieświadomie Krzyżowcy pozwolili w ten sposób na powstanie Sojuszu Rebeliantów, a dokładniej na to, aby organizacja urosła w siłę i mogła samodzielnie stawić czoła zagrożeniu jakim było Imperium Galaktyczne. Rzecz jasna Krzyżowcy już wtedy infiltrowali szeregi organizacji, która w desperackim poszukiwaniu nowych rekrutów z chęcią przyjęła w swoje szeregi agentów zakonu, którzy w tamtym okresie nierzadko byli przywódcami komórek terrorystycznych. Co prawda zakon nie był zachwycony wizją przywrócenia Republiki, której członkowie organizacji nie mogliby kontrolować lecz z drugiej strony doskonale wiedzieli też, że sami nie wygrają wojny z Imperium. Imperium Galaktyczne nie zdołało złamać Krzyżowców i wojnę z nimi toczyło aż do ostatnich chwil życia Imperatora, a po jego śmierci przynajmniej dwóch admirałów sypiącego się Imperium próbowało zagarnąć dla siebie tereny należące do zakonu.

Wielka Odbudowa (5 - 31 ABY)

Po zakończeniu wojny Krzyżowcy musieli stanąć przed licznymi nowymi wyzwaniami, z których pierwszym i najważniejszym była odbudowa planety Krak oraz całych okręgów planetarnych jakie zostały zniszczone w trakcie walk z Imperium. Oprócz tego Krzyżowcy musieli na nowo ustabilizować sieć komunikacyjną między swoimi monasterami, czasami tworząc zupełnie nowe trasy nadprzestrzenne. Jakby tych problemów było mało, wojna ściągnęła całe masy hien cmentarnych, handlarzy bronią i przemytników, którzy próbowali rabować sprzęt obu stron, aby później sprzedać go na czarnym rynku. To było problemem przez cały okres konfliktu i Krzyżowcy na tym polu byli zgodni z Imperium, do tego stopnia, że obie strony zwierał nawet małe tymczasowe sojusze, aby móc wyplenić bandziorów, którzy byli zagrożeniem dla obu stron. Wszystkie prace szły jednak Krzyżowcom dużo szybciej niż by się tego spodziewali, a to dzięki potężnemu napływowi nowych obywateli, którzy masowo ściągali na planety kontrolowane przez zakon.

Krzyżowcy nie byli głupcami, zanim wypowiedzieli wojnę Imperium Galaktycznemu zadbali o to, aby mieć fundament, który pozwoli im odbudować się po wojnie. Praktycznie każdy okręg planetarny miał dać od siebie określoną liczbę ściśle wyselekcjonowanych obywateli, którzy mieli zasiedlić je na nowo zaraz po tym jak wojna dobiegnie końca, lub założą nowe kolonie, poza zasięgiem Imperium. Ta zapobiegliwość była bardzo typowa dla zakonu i pozwoliła mu przetrwać te wszystkie lata, nawet w czasach najkrwawszych wojen i największych kataklizmów, Krzyżowcy zawsze byli w stanie się odbudować i zacząć na nowo. Ta wojna była jednak inna niż wszystkie, ponieważ przyniosła zupełnie inne skutki. We wszystkich wcześniejszych konfliktach Krzyżowcy stanowili część Republiki, Republika była natomiast atakowana przez zewnętrzne zagrożenia, najczęściej frakcje będące pod kontrolą Sithów. Tym razem jednak, to Republika stała się agresywną tyranią, która doprowadziła do śmierci i cierpienia niezliczonych ras i istot w galaktyce.

Chociaż Sojusz Rebeliantów zapewniał, że nowa Republika będzie wolna od korupcji i nie ulegnie ponownie machinacjom Sithów, ludzie nie pokładali wiary w systemie, szukając schronienia zarówno przed formującym się na nowo państwem, jak i pozostałościami Imperium Galaktycznego. Większość takich miejsc była już jednak zajęta przez wszelkiej maści bandytów lub inne siły, które nie życzyły sobie fali uchodźców na swoich ziemiach, pozostały więc okręgi planetarne Krzyżowców, które praktycznie od razu ogłosiły niepodległość i orzekły, że nie chcą stanowić formującej się na nowo Republiki. Ludzie i wszystkie inne rasy galaktyki ściągały na planety należące do tych właśnie okręgów, sprawiając że Krzyżowcy nagle musieli zacząć zmagać się z problemem społecznym reedukacji, ale jednocześnie odrobili straty w populacji planet w ciągu jednego pokolenia i to ze sporą nadwyżką, która pozwoliła zakonowi na stworzenie kolejnych okręgów, na terenie całej galaktyki.

Nieoczekiwany Sukces (31 ABY - Obecnie)

Krzyżowcy osiągnęli coś czego zupełnie się nie spodziewali, jako osobne państwo, nie należące do Republiki, zaczęli zyskiwać sobie sympatię ogromnej ilości ras w galaktyce, które masowo garnęły się w ramiona zakonu. Krzyżowcy szybko zrozumieli, że ich okręgi nie będą w stanie utrzymać takich populacji, więc zamiast tego postanowili zarazić ludy swoją ideologią. Agenci zakonu podróżowali na planety jakie chciały znaleźć się pod protekcją zakonu i nauczał ludy, jak same mają o siebie zadbać, rzecz jasna odpowiednio wspierając je na starcie. Ilość wojennego złomu jaka zalegała na planetach Krzyżowców była tak wielka, że pozwoliła im w ciągu dekady odzyskać swój potencjał militarny, a przy okazji uzbroić tysiące systemów, które otrzymały wszelkiej maści broń, pancerze, a nawet myśliwce i okręty wojenne. To sprawiło, że światy te dotychczas zaniedbane zarówno przez Republikę jak i Imperium, mogły w końcu stawić czoła wszelkim zagrożeniom zewnętrznym i nie prosząc się o niczyją łaskę, same mogły zacząć dbać o swoją przyszłość. Większość tego typu światów pozostała co prawda w Republice, lecz część postanowiła wziąć przykład z okręgów i stać się niezależnymi siłami.

Kiedy Republika zaproponowała utworzenie armii Republiki, przestrzeżone przez Krzyżowców planety odmówiły wysłania swoich sił, a przynajmniej nie wysłały ich tyle, na ile liczyła Republika. Tym samym Republika musiała sama zadbać o swoje bezpieczeństwo, wymuszając na reszcie światów zwiększenie potencjału militarnego. Zdecydowana większość z tych światów nadal pozostawała co prawda niezdatna do prowadzenia otwartej wojny z kimkolwiek, ale przynajmniej rycerze Jedi nie byli jej aż tak potrzebni jak dawniej. Krzyżowcy dorobili się natomiast w ciągi kilkunastu lat kilku nowych okręgów, którymi z chęcią zaczęli zarządzać.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.